W góry – z fachowcem, czyli … ?

Niemal przez okrągły rok, a szczególnie w typowych sezonach – letnim i zimowym – ciągnie w góry rzesza ludzi, wśród których wielu zamierza spędzić czas bardzo aktywnie ale bezpiecznie. Poszukują zatem „górskiego fachowca”, który zapewni merytoryczne i techniczne wsparcie zaplanowanych poczynań. Tę rozległą „niszę rynkową” zapełniają zawodowi przewodnicy oraz instruktorzy. Niestety, nie tylko oni. Sporą część rynku turystycznego zawłaszczają bowiem rozmaici uzurpatorzy. Ponadto nawet w obrębie prawdziwych reprezentantów profesji instruktorskiej i przewodnickiej istnieje duże zróżnicowanie kompetencyjne, a nie zawsze jest ono przestrzegane. Dla klienta kluczem do poprawnych decyzji powinna być tzw. "świadomość marki". Tymczasem jest ona w Polsce piętą achillesową rynku usług górskich. Niezmiennie niski poziom owej świadomości otwiera więc rozległe możliwości rozmaitych uzurpacji na polu przewidzianym dla profesjonalnych usług w Tatrach i wysokich górach świata.

Najbardziej gorszącą, bo groźną dla klientów i uciążliwą dla prawdziwych zawodowców, a za to doskonale prosperującą, jest kategoria "oferentów", którzy nie dysponują absolutnie żadnym umocowaniem kompetencyjnym - ani formalnym, ani merytorycznym. Są to rozmaite "agencje", "biura aktywności" lub "kluby" firmowane równie skutecznie przez osoby mało znane, jak i przez niektóre osobistości „ze świata wielkich gór”. Ich proceder przybiera niejedną postać: od  tzw. wypraw partnerskich1) – pod wodzą dyletantów oferujących rzekomy nadzór nad przebiegiem akcji górskich, aż po komercyjne imprezy organizowane przez niewątpliwie wybitnych alpinistów i himalaistów, których wystarczającymi referencjami mają być same ich nazwiska. Jednak przykra prawda jest taka, że ani jedni, ani drudzy w żadnym razie nie gwarantują realnej kompetencji przewodnickiej – co poniekąd "widać i słychać", gdy w terenie wysokogórskim realizują swój proceder. Dlatego już wielokrotnie takie wyprawy kończyły się tragicznie. Na ogół jednak te “epizody” przechodziły bez rozgłosu, bo prawie za każdym razem całe zło zostało siłami wielu osób zgrabnie “zamiecione pod dywan”. Nic dziwnego – wobec niemal zupełnego braku świadomości marki, czyli w warunkach powszechnej nieznajomości realnego znaczenia nazw i tytułów krążących na rynku usług górskich, nic nie przeszkadza uzurpatorom w stawianiu siebie na pozycji  "wysokokwalifikowanego przewodnika wysokogórskiego" i w takim anonsowaniu swoich usług, aż po szumne wywiady w mediach. Można to oceniać jako cyniczne i bezczelne, ale okazuje się niezmiernie skuteczne. A teraz jest jeszcze pozornie poparte ustawami deregulacyjnymi. Co gorsza, nawet ci klienci, którzy ex-post dochodzą do wniosku, że „chyba coś było nie tak”, na ogół nie do końca zdają sobie sprawę, jak bardzo zostali “zrobieni na szaro” i ile zawdzięczają własnemu szczęściu, a nie - opłaconemu “fachowcowi”. Personaliów owych przedsiębiorców nie ma sensu tutaj przytaczać – wszak bez trudu można je sobie samodzielnie "wygooglować", wpisując w przeglądarkę niejedno nazwisko wzięte z pierwszych stron gazet, nie tylko górskich.

Tymczasem nazwisko i sława sportowca lub działacza, to nie licencja przewodnicka. Nie gwarantują one niczego niezbędnego dla bezpiecznej obsługi amatorskiej aktywności wysokogórskiej. Kwalifikacje znanych alpinistów i himalaistów mogą być bowiem bezdyskusyjne wyłącznie w zakresie wspinaczek z równorzędnymi partnerami, ale nie z amatorami - klientami.

Gwarancje kompetencji przewodnickiej, o której tu może być mowa, poświadczałaby bowiem tylko licencja Międzynarodowego Przewodnika Wysokogórskiego, przyznawana przez federację IVBV / UIAGM / IFMGA2). Ale ta nie bierze się "z powietrza", nie przyznają jej media, nie kupuje się jej jak zezwolenia na wyprawę, ani nawet nie jest owocem samego, nawet najbardziej imponującego "CV", lecz  opiera się na  specjalistycznym wyszkoleniu, zwieńczonym rzetelną serią egzaminów. Tej grupie profesjonalnej jeszcze poświęcę akapit nieco dalej.

Wcześniej natomiast odniosę się do innej grupy zawodowej, niewątpliwie bardzo wysoko wykwalifikowanej: to różnego rodzaju instruktorzy wspinaczki. Ich domeną – jak sama, nawet tak ogólnikowa nazwa wskazuje – jest instruktaż, czyli nauczanie. Niestety, niektóre oferty instruktorskie może tylko krok dzielić od wykroczenia poza obszar faktycznych kompetencji, a na pewno wystawia na zarzuty  ze strony innych grup i podgrup zawodowych.  Jakże bowiem nie dostrzegać dwuznaczności w komercyjnych anonsach o treści “Wspinaczka z instruktorem” (lub podobnej), gdy są one sygnowane podpisem  Instruktor wspinaczki – tytułem „dobrze brzmiącym”, ale wbrew pozorom bardzo niejednoznacznym i nieraz w tej formie nadużywanym - jak sadzę - celowo, co wyjaśnię niebawem. Obserwowana praktyka realizacji niejednej z takich ofert może dać podstawę do postawienia uprawnionego zarzutu – bądź  uprawiania kryptoprzewodnictwa, bądź to - innym razem - świadczenia usług co prawda instruktorskich, ale usytuowanych daleko poza faktycznym zakresem posiadanych kompetencji.

Wciąż ufam, że jednak nie każda taka oferta instruktorska ma u swoich podstaw intencję wkraczania w cudze (bo np. przewodnickie) obszary kompetencyjne. Rzeczywiście - istnieje forma indywidualnego podnoszenia swoich kwalifikacji taternickich, czy alpinistycznych, polegająca na “wspinaczce przy mistrzu”, albo choćby i “za mistrzem”. Ten rodzaj aktywności gotów jestem nawet popierać. Dlatego nie będę rozważać w jakim charakterze widzę kolegę instruktora z klientem np. w ścianie Łomnicy, nawet jeśli przez całą drogę jego podopieczny wspina się  „na drugiego”.   Ale też nie uwierzę w taki tryb „edukacji” na Walentkowej Grani, Zadnim Mnichu, grani Kościelca, czy Lodowego Szczytu. Taki sam komentarz należy się specyficznej "działalności szkoleniowej", polegającej na wchodzeniu tzw. "drogami normalnymi" na najpopularniejsze szczyty Alp, jak Mont Blanc, Grossglockner, Wildspitze, Ortler, czy Piz Bernina. Nawet przy najlepszej woli nie dostrzegam miejsca dla instruktora w zarobkowym „prowadzaniu po wierchach” osób zainteresowanych tylko „zaliczeniem” wspinaczki górskiej jako doraźnej “aktywności” – niepopartej żadnym regularnym szkoleniem i nieraz jedynej w życiu takiego klienta. Oferowanie przez instruktora komercyjnej wspinaczki, w ramach której z zasady nikt, nikogo i niczego nauczać nie zamierza, oceniam jako naruszenie nie tylko zakresu kompetencji i zasad etyki zawodowej, ale też reguł bezpieczeństwa.  W takim przypadku uważam za najmniej ważne, czy “animatorem” owego obrotu spraw jest od początku sam instruktor, czy jego klient.

Oczywiście wkraczamy takimi rozważaniami bardziej w materię etyki zawodowej, niż w kwestie prawne. Zatem właśnie ze względu na szacunek dla tytułu "Instruktor PZA", który sam noszę, a jednocześnie znając na wskroś zakresy kompetencyjne poszczególnych stopni instruktorskich (branżowych) - nieodłącznie towarzyszących temu tytułowi  – przypominam, że jakikolwiek instruktor, o ile jednocześnie nie posiada licencji przewodnickiej,  jest upoważniony w górach do świadczenia usług wyłącznie powiązanych ze szkoleniem. Instruktor bowiem w ramach przebytych kursów instruktorskich został metodycznie przygotowywany do  nauczania wspinaczki, ale nie do przewodnictwa. Tymczasem jeśli jego podopieczny zawczasu nie posiadł podstawowych kwalifikacji taternickich i turystycznych, sama sztuka instruktorska, nawet najlepiej opanowana, nie zagwarantuje takim przedsięwzięciom paraprzewodnickim wystarczającego marginesu bezpieczeństwa, szczególnie w terenie – rzecz to może paradoksalna – „technicznie nietrudnym” z punktu widzenia wykwalifikowanego taternika. A przecież amator doraźnych „aktywności górskich” takim taternikiem na ogół nie jest.

Zatem jeśli ktoś zamierza tylko “„przejść się poza szlakiem””, a nie jest zainteresowany czynną edukacją, stanowczo nie powinien szukać usługi wśród ofert instruktorskich, o ile ma nie rozmijać się z kompetencjami opiekuna i jeśli nie chce stawiać instruktora wobec pokus – ryzykownych nie tylko moralnie.

Uważam natomiast za rzecz pewną, iż każdemu, kto zamierza wejść na ścieżkę edukacyjną wiodącą ku pełnej samodzielności, najwyższą jakość wyszkolenia zagwarantują Instruktorzy Polskiego Związku Alpinizmu3), poprzez realizację regularnych szkoleń o profilu – uwaga - adekwatnym do posiadanych stopni branżowych.

Zatem poszukując stosownej oferty oraz wybierając oferenta należy bardzo  rzetelnie zapoznać się ze znaczeniem nazw stopni instruktorskich (umocowanych w przepisach Polskiego Związku Alpinizmu) oraz ze zdefiniowanymi dla nich obszarami kompetencyjnymi. Ta rzecz nie jest zawiła.

Regulamin Kadry Instruktorskiej PZA wyznacza w zakresie wspinaczki takie oto stopnie instruktorskie:    “Instruktor Wspinaczki Skalnej PZA” (IWS),   “Instruktor Taternictwa  PZA” (IT)   oraz “Instruktor Alpinizmu PZA” (IA).

Warto w tym miejscu wspomnieć, że kompetencje funkcjonującego na rynku tzw. “Instruktora Wspinaczki Sportowej” nie są dotąd certyfikowane przez Polski Związek Alpinizmu (taki kurs zawodowy pod auspicjami PZA jest dopiero w planie), a ponadto pod względem merytorycznym są znacznie węższe od kompetencji Instruktora Wspinaczki Skalnej PZA. To bynajmniej nie znaczy, że ów instruktor sportu nie jest fachowcem w swojej dziedzinie, ale koniecznie trzeba pamiętać, że jego domeną są wyłącznie  wspinaczki na sztucznych ścianach, zaś w skałkach - tylko na drogach ubezpieczonych. Tak więc tych tytułów nie wolno ze sobą mylić.

Podobnie wypada odnotować, że żaden Instruktor Wspinaczki Skalnej nie obejmuje swoimi kompetencjami rejonów o charakterze wysokogórskim, także Tatr, nawet w zakresie imprez rekreacyjnych. Czyli prosto rzecz nazywając: nawet w lecie góry nie mogą być miejscem legalnego świadczenia usług ani przez Instruktora Wspinaczki Skalnej PZA, ani przez Instruktora Wspinaczki Sportowej. Sprawa bardzo poważna, bo takie praktyki – niestety - nie tylko pojawiały się, ale też niekiedy tragicznie kończyły.

Dla porządku dodam, że w zakresie kompetencji Instruktorów Taternictwa PZA istnieją z kolei pewne ograniczenia w porównaniu z uprawnieniami Instruktorów Alpinizmu. Co prawda dotyczą one przede wszystkim pracy w górach lodowcowych oraz samodzielnych zimowych szkoleń taternickich, ale formalnie są jednak istotne. W rozumieniu przepisów PZA stopnie są hierarchiczne, zatem Instruktor Taternictwa posiada także kompetencje Instruktora Wspinaczki Skalnej, a Instruktor Alpinizmu jest wyposażony we wszystkie kompetencje IT i tym samym również w uprawnienia IWS.

Jak z tego wynika, każdy kto poszukuje dla siebie instruktora, musi w podjęte kroki włożyć sporo uwagi. W gąszczu reklam i anonsów należy bardzo świadomie wypatrywać ofert programowych dobrze korespondujących z zaplanowanym kierunkiem swojego rozwoju, przy czym poszukując właściwego profilu kursu, koniecznie trzeba rozumieć terminologię użytą w opisach programów. Wszystkie potrzebne ku temu dane można znaleźć na oficjalnej stronie internetowej Polskiego Związku Alpinizmu4).

Oddanie się pod opiekę Instruktora PZA posiadającego odpowiedni stopień oraz ważną licencję, podobnie jak wybór szkoły dysponującej “rekomendacją PZA” oraz kursu opatrzonego klauzulą zgodny z programem PZA”,  daje najwyższe gwarancje jakości wyszkolenia ku wspinaczkowej samodzielności

Do każdego zaś, kto nie ma chęci, czasu lub innych warunków do opierania swojej przyszłej aktywności  górskiej o samodzielne “zarządzanie ryzykiem” oraz logistyką, oferty swoje kierują przewodnicy.

W obszarach wysokogórskich jedyną gwarancję najwyższych kompetencji przewodnickich zapewnia tytuł Międzynarodowego Przewodnika Wysokogórskiego. Na świecie taki certyfikat zawodowy posiada zaledwie 6000 osób. W naszym kraju elitarne grono przewodników legitymujących się  licencją IVBV / UIAGM / IFMGA zrzeszone jest w  Polskim Stowarzyszeniu Przewodników Wysokogórskich5) z siedzibą w Zakopanem.

Uprawnienia przewodników IVBV znajdują formalne umocowanie w przepisach państw Unii Europejskiej oraz większości krajów świata, zatem ich praca jest legalna także poza Tatrami Polskimi. W wymiarze technicznym kompetencje przewodnika IVBV obejmują przede wszystkim: wszelkiego rodzaju wspinaczki, turystykę górską, narciarstwo turoweskialpinizm, a nawet szkolenie w tych dziedzinach. Oczywiście z racji odmiennej destynacji usług przewodnickich i instruktorskich, potencjał dydaktyczny do prowadzenia szkoleń wspinaczkowych, zdobyty w ramach zawodu przewodnika wysokogórskiego, nie zawsze jest tak rozległy, jak warsztat metodyczny licencjonowanych instruktorów sportowych - wspinaczki, czy narciarstwa. Warto natomiast wiedzieć, że wielu przewodników PSPW posiada jednocześnie zawodowe tytuły instruktorskie.

Przewodnikami licencjonowanymi przez PSPW (i tym samym przez federację IVBV) są alpiniści o wysokim i wszechstronnym dorobku, podlegający rygorowi corocznej weryfikacji. To właśnie z przewodnikami IVBV – i tylko z takimi – należy umawiać się na zdobywanie Gerlachu, Mont Blanc, Matterhornu, na narciarski trawers Haute Route i temu podobne tury w Alpach lub innych wysokich górach świata. Są to usługi z “półki cenowej” relatywnie wysokiej, ale adekwatnej do zagwarantowanych kompetencji.

Na rynku usług rozpowszechnione są również oferty wspinaczek z Przewodnikami Tatrzańskimi. Są to usługi na ogół znacząco tańsze niż oferowane przez przewodników IVBV. Jednak doradzam tu jak najdalej idącą staranność w doborze osoby przewodnika, jeśli tylko plany obejmują działanie poza szlakami turystycznymi, a przede wszystkim - w rejonie wymagającym użycia technicznych środków asekuracji.

Przede wszystkim należy wiedzieć, że do jakiejkolwiek aktywności wspinaczkowej uprawnieni są tylko Przewodnicy Tatrzańscy klasy I oraz II (natomiast nie klasy III  - to kategoria najniższa, a nie najwyższa!), ale też z dużymi ograniczeniami, zdefiniowanymi w przepisach własnych i TPN.  Tymczasem liczne oferty regularnych wspinaczek stały się niesławną “normą” w ofertach przewodników klasy III, przy cichym przyzwoleniu środowisk. 

Należy zawsze poszukiwać przewodnika o kwalifikacjach realnie odpowiadających potrzebom planowanej wycieczki lub wspinaczki. Dlatego warto interesować się, czy poza właściwą licencją przewodnicką nasz oferent posiada jeszcze jakieś inne, poważne certyfikaty kompetencji technicznych i upewnić się, w oparciu o które to kompetencje formalne zamierza nam ostatecznie świadczyć swoją usługę.  

Kolejna uwaga dotyczyć będzie tych Przewodników Tatrzańskich lub – rzecz istotna  – przewodników z innych grup górskich (nie wyłączając Gór Świętokrzyskich), którzy eksponują logo federacji UIMLA, jako certyfikat swoich kompetencji.

Otóż zakres uprawnień technicznych tej grupy zawodowej - z punktu widzenia regulaminu ich własnej federacji - usytuowany jest dużo poniżej uprawnień Przewodnika Tatrzańskiego klasy II, co  jest jasno opisane6) w oficjalnej witrynie UIMLA. Znamienne, że sama organizacja UIMLA w ogóle nie posługuje się pojęciem "guide", czyli "przewodnik", ale używa słowa "leader". Niestety, tak jest w języku angielskim, ale nie w polskim… Tej i podobnych informacji nie znajdziemy łatwo w witrynie oddziału polskiego zrzeszenia, gdzie słowo to  - poza nazwą – chyba nigdzie więcej nie występuje. Nietrudno zatem zauważyć, że modne dziś epatowanie znakiem UIMLA przez Przewodnika Tatrzańskiego klasy II lub I w zasadzie… przeczy jego faktycznym kwalifikacjom wysokogórskim, zamiast potwierdzać.  Zatem nie warto ulegać magii ładnego logo, tylko dlatego, że napisane jest na nim „nie-po-polsku”. Poświadcza ono bowiem tylko posiadanie papierów przewodnickich, ale nawet niekoniecznie tatrzańskich, zaś prawo do pracy w obszarach z zasady wymagających sprzętu technicznego – w myśl regulaminu UIMLA - literalnie wyklucza !

Tymczasem członkowie polskiego oddziału UIMLA określają siebie tytułem "Międzynarodowy Przewodnik Górski", co pozawala łatwo pomylić ich z Międzynarodowymi Przewodnikami Wysokogórskimi - UIAGM. Taka pomyłka (albo "pomyłka") może w górach drogo kosztować.

W myśl obecnych przepisów, uprawnienia zawodowe Przewodnika Tatrzańskiego (każdej klasy)  ograniczone są tylko do obszaru Tatr leżącego na terytorium R.P. Zatem polski Przewodnik Tatrzański nie może legalnie pracować po słowackiej stronie w oparciu li tylko o  polską licencję.  Nie wydaje się to ani sprawiedliwe, ani mądre, ale niewiele poradzimy, bo takie są regulacje międzypaństwowe. Natomiast właśnie tu Przewodnik Tatrzański może sobie znakomicie dopomóc "blachą" UIMLA, bo stoi za nią licencja międzynarodowa, siłą rzeczy honorowana na Słowacji. Dlatego da się widzieć polskich Przewodników Tatrzańskich legalnie działających zawodowo po słowackiej stronie Tatr.  Pozostaje jednak istotne "ale", o którym każdy taki przewodnik powinien pamiętać, a tymczasem często “zapomina”: mianowicie, osoba działająca w oparciu o licencję UIMLA nie jest upoważniona do wchodzenia w teren wymagający użycia sprzętu technicznego, takiego jak lina, a nawet raki i czekan – i to niezależnie od polskiego stopnia przewodnickiego (bo ograniczenie wynika z samych norm UIMLA, za granicą nadrzędnych). Czyli poza granicami R.P Przewodnik Tatrzański (każdej klasy), niezależnie od posiadanych kwalifikacji technicznych, musi swoją legalną aktywność zawodową (opartą wszak o licencję UIMLA), ograniczać wyłącznie do typowych szlaków turystycznych.

Należy tez wiedzieć, że w odróżnieniu od przewodnika IVBV (PSPW), żaden stopień (klasa) Przewodnika Tatrzańskiego, ani „blacha” UIMLA, nie upoważnia do prowadzenia jakichkolwiek szkoleń technicznych, np. nauczania wspinaczki lub narciarstwa. Powód jest prosty: ta grupa nie jest edukowana programowo do pracy instruktorskiej i nadawane „papiery” nie certyfikują takich kwalifikacji.

Ostatnią kategorię, o której wypada dla porządku wspomnieć jako o kojarzonej z usługami przewodnickimi, tworzą – mam nadzieję, że mimo woli - ratownicy. Nawet „na chłopski rozum” wydaje się rzeczą oczywistą, że tytuł ratownika sam przez się nie upoważnia do działalności w zakresie przewodnictwa - ani turystycznego, ani wspinaczkowego, bo  ratownik jest specjalistą od ratowania - i to w tym, a nie innym kierunku został przez Pogotowie gruntownie wyszkolony. A jednak w „świadomości społecznej” taka wiedza jest daleka od powszechnej. Proszę zatem zapamiętać: ratownik jest fachowcem wyszkolonym doskonale – ale do innych zadań. Owszem, niejeden ratownik może posiadać także rozmaite kwalifikacje przewodnickie lub instruktorskie - zdobyte w zupełnie niezależnym trybie - ale nie musi, by kompetentnie pełnić służbę pod znakiem Niebieskiego Krzyża.

Dlatego bardzo niefortunnym pomysłem jest udawanie się do  Centrali Pogotowia lub „dyżurki” w schronisku jak do biura przewodnickiego, choć - faktycznie - służbę ratowniczą pełni tam również wielu świetnych Przewodników Tatrzańskich i Przewodników IVBV. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że do każdego z nich można dotrzeć bezpośrednio, bez stawiania jego osoby oraz Pogotowia w kłopotliwym świetle.

Temat nie jest w tym miejscu wyczerpany. Opisana została tylko „nisza” powiązana z górską turystyką pieszą oraz wspinaczką. Pozostają jeszcze podobne kwestie aktywności narciarskich. Tu również istnieje sporo tytułów, specjalizacji i stopni instruktorskich, regulowanych przede wszystkim przez PZN, SITN i PZA. Nie czuję się wystarczająco kompetentny do szczegółowego rozwijania tego tematu. Dlatego poprzestanę na zwróceniu uwagi, że do opieki przewodnickiej nad grupami skiturowymi umocowani prawnie są wyłącznie przewodnicy IVBV (PSPW). Przedmiotem aktywności przewidzianym dla instruktorów jest natomiast szkolenie, w istocie mające prowadzić – podobnie jak w przypadku sportów wspinaczkowych  - ku kolejnym stopniom samodzielności absolwenta.

Niedawne "reformy deregulacyjne" bez wątpienia utrudniły rozpoznawalność prawdziwie wykwalifikowanych instruktorów oraz przewodników. W obecnej sytuacji należy pamiętać, że samobójczym szaleństwem byłoby postrzeganie deregulacji tychże zawodów (dotąd regulowanych) jako kompetencyjnego zrównania osoby mianowanej przez jakiś tam „klub" lub „fundację” (albo i… przez siebie samego, naprawdę !) na „instruktora” lub „lidera”, z fachowcem wyszkolonym i certyfikowanym przez związek sportowy lub federację przewodnicką, bo owe kompetencje w żadnym stopniu nie utraciły swej mocy. Oczywiście mowa tu o kompetencjach merytorycznych, a nie formalnych, bo te – rzeczywiście, zgodnie z brzmieniem komentarza do projektu przyjętej już ustawy –  mogą dziś wystarczająco skutecznie oprzeć się na osobistym oświadczeniu, że … „się potrafi”. 

Tak więc na naszą pointę pasują jak ulał słowa Pisma: „Strzeżcie się fałszywych proroków”.

Mam nadzieję, ze teraz ich rozpoznanie będzie trochę łatwiejsze.


 


Odnośniki  użyte w tekście:

1)  http://www.wyprawypartnerskie.pl/

2)  http://www.ivbv.info/

3)  http://www.pza.org.pl/szkolenie/instruktorzy.acs

4)  http://www.pza.org.pl/szkolenie/index.acs?id=100004

5)  http://www.pspw.pl/index.php?goto=przewodnicy&poz=przewodnicy

6)  http://www.uimla.org/cms/index.php?id=44

Uwaga:

         Treści zawarte w artykule są wyłącznie prywatnymi opiniami autora.

[Wersja w formacie PDF]


Marek Pokszan   Przewodnik IVBV (PSPW),   Instruktor PZA         info@taternictwo.com.pl    © 2013-2014